środa, 8 marca 2017

Pani Cieni cz.I

"Dzień jak co dzień" - pomyślała wkurzona już Wiktoria próbując odczepić długą suknię od kolców zarośli. Przedzierała się przez las, nie wiedząc nawet w którą stronę iść. "Mówiłam, że ta chabeta mnie nie słucha, ale nie! Przecież nie może przygotować innego konia" - narzekała na stajennego. Dzisiaj wraz z rycerzami i królem mieli jechać na polowanie. Jednak gdy znaleźli zwierza po długiej i wyczerpującej gonitwie, koń młodej kobiety spłoszył się i ruszył przed siebie. Wyniósł Wiktorię daleko od znanych terenów, po czym brutalnie zrzucił ją z siodła. Gdy chciała go złapać, złośliwe zwierzę odwróciło się na pięcie, a raczej kopycie i koń cwałem wrócił tam, skąd przybył. Tyle, że już bez swojej jeźdźczyni.
Las tutaj był gęsty, gęstszy niż przy zamkowych bramach. Wiktoria zatrzymała się nasłuchując, drzewa lekko szumiały poruszane wiosennym wiatrem, bardzo ciepłym mimo wczesnej pory. Ptaki dopiero się budziły ze snu, dzienne zwierzęta wychodziły ze swoich kryjówek. Pośród zwykłych dźwięków leśnego życia dało się jednak usłyszeć, a raczej wyczuć coś, co nie współgrało z otoczeniem. Dziewczyna dopiero po chwili uświadomiła sobie, że słyszy tętent kopyt. "Konie! Może w końcu mnie znaleźli!" - z tą myślą ruszyła w stronę, z której dochodziły odgłosy. Pojawili się jeźdźcy, którzy jechali pewnie na swoich rumakach. Zauważyli Wiktorię, która krzyknęła do nich. Jednak gdy się zwrócili w jej kierunku, zrozumiała swój błąd. To nie byli rycerze króla w charakterystycznych szatach myśliwych, tylko zbóje w ubraniach maskujących sylwetki w leśnym poszyciu. Błyskawicznie się odwróciła, podciągnęła suknię i zaczęła uciekać, wiedząc, że może ich zgubić w zaroślach tak, jak ona zgubiła spłoszonego konia. Do krzaków była jednak spora odległość i nim zdążyła ją przebiec, mężczyźni ją dogonili. Jeden z nich schwycił ją brutalnie za włosy i pociągnął na ziemię. Upadła z krzykiem bólu na ustach.
- Patrzcie no, jaki ładny kąsek nam się trafił - zaśmiał się mężczyzna, który ją zatrzymał. Pozostali zarechotali z uciechą, patrząc na klęczącą dziewczynę. Wiktoria podniosła się z kolan i dumnie uniosła podbródek.
- Jak śmiecie?! Jestem Strażniczką Jego Królewskiej Mości! Nie macie prawa mnie tknąć!
Jej słowa przerwał jednak jeszcze głośniejszy rechot zbójów.
- Nie obchodzi nas kim jesteś, wystarczy, że masz cycki i zgrabny tyłek. Jesteś młoda i całkiem ładna - powiedział mężczyzna, który wyglądał na ich dowódcę. Przebiegł wzrokiem po jej ciele oceniając jej wartość.
- Ale pyskata! - parsknął inny. Zamilkł, gdy przywódca tylko na niego spojrzał. Ten znów skierował wzrok na Wiktorię.
- Wiele możemy na Tobie zyskać, zwłaszcza w naszych krainach. Nasi panowie będą zachwyceni taką ślicznotką. Sporo za Ciebie zapłacą - uśmiechnął się drapieżnie. - Brać ją, związać i na koń. Wracamy. I tak za długo zamarudziliśmy.
Po tych słowach dwóch mężczyzn zsiadło z koni, złapali wyrywającą się dziewczynę, związali i brutalnie rzucili na grzbiet konia tak, że leżała brzuchem na łęku siodła. Pozycja była bardzo niewygodna, ale dla Wiktorii gorsze były związane na plecach ręce, które wygięły się w nienaturalny sposób zadając wiele bólu. Konie ruszyły lekkim kłusem, a po chwili przyspieszyły do galopu...

1 komentarz:

  1. Świetne, skoro była cycata to przydałoby się więcej opisów samych bohaterów ogólnie super.

    P.s ustaw realny czas :D

    OdpowiedzUsuń