"Dzień
jak co dzień" - pomyślała wkurzona już Wiktoria próbując
odczepić długą suknię od kolców zarośli. Przedzierała się
przez las, nie wiedząc nawet w którą stronę iść. "Mówiłam,
że ta chabeta mnie nie słucha, ale nie! Przecież nie może
przygotować innego konia" - narzekała na stajennego. Dzisiaj
wraz z rycerzami i królem mieli jechać na polowanie. Jednak
gdy znaleźli zwierza po długiej i wyczerpującej gonitwie, koń
młodej kobiety spłoszył się i ruszył przed siebie. Wyniósł
Wiktorię daleko od znanych terenów, po czym brutalnie zrzucił ją
z siodła. Gdy chciała go złapać, złośliwe zwierzę odwróciło
się na pięcie, a raczej kopycie i koń cwałem wrócił tam, skąd
przybył. Tyle, że już bez swojej jeźdźczyni.
Las tutaj
był gęsty, gęstszy niż przy zamkowych bramach. Wiktoria
zatrzymała się nasłuchując, drzewa lekko szumiały poruszane
wiosennym wiatrem, bardzo ciepłym mimo wczesnej pory. Ptaki dopiero
się budziły ze snu, dzienne zwierzęta wychodziły ze swoich
kryjówek. Pośród zwykłych dźwięków leśnego życia dało się
jednak usłyszeć, a raczej wyczuć coś, co nie współgrało z otoczeniem. Dziewczyna dopiero po chwili uświadomiła sobie, że
słyszy tętent kopyt. "Konie! Może w końcu mnie znaleźli!"
- z tą myślą ruszyła w stronę, z której dochodziły odgłosy.
Pojawili się jeźdźcy, którzy jechali pewnie na swoich rumakach.
Zauważyli Wiktorię, która krzyknęła do nich. Jednak gdy się
zwrócili w jej kierunku, zrozumiała swój błąd. To nie byli
rycerze króla w charakterystycznych szatach myśliwych, tylko zbóje
w ubraniach maskujących sylwetki w leśnym poszyciu. Błyskawicznie
się odwróciła, podciągnęła suknię i zaczęła uciekać,
wiedząc, że może ich zgubić w zaroślach tak, jak ona zgubiła
spłoszonego konia. Do krzaków była jednak spora odległość i nim
zdążyła ją przebiec, mężczyźni ją dogonili. Jeden z nich
schwycił ją brutalnie za włosy i pociągnął na ziemię. Upadła
z krzykiem bólu na ustach.
- Patrzcie
no, jaki ładny kąsek nam się trafił - zaśmiał się mężczyzna,
który ją zatrzymał. Pozostali zarechotali z uciechą, patrząc na
klęczącą dziewczynę. Wiktoria podniosła się z kolan i dumnie
uniosła podbródek.
- Jak
śmiecie?! Jestem Strażniczką Jego Królewskiej Mości! Nie macie
prawa mnie tknąć!
Jej słowa
przerwał jednak jeszcze głośniejszy rechot zbójów.
- Nie
obchodzi nas kim jesteś, wystarczy, że masz cycki i zgrabny tyłek.
Jesteś młoda i całkiem ładna - powiedział mężczyzna, który
wyglądał na ich dowódcę. Przebiegł wzrokiem po jej ciele
oceniając jej wartość.
- Ale
pyskata! - parsknął inny. Zamilkł, gdy przywódca tylko na niego
spojrzał. Ten znów skierował wzrok na Wiktorię.
- Wiele
możemy na Tobie zyskać, zwłaszcza w naszych krainach. Nasi panowie
będą zachwyceni taką ślicznotką. Sporo za Ciebie zapłacą -
uśmiechnął się drapieżnie. - Brać ją, związać i na koń.
Wracamy. I tak za długo zamarudziliśmy.
Po tych
słowach dwóch mężczyzn zsiadło z koni, złapali wyrywającą się
dziewczynę, związali i brutalnie rzucili na grzbiet konia tak,
że leżała brzuchem na łęku siodła. Pozycja była bardzo
niewygodna, ale dla Wiktorii gorsze były związane na plecach ręce,
które wygięły się w nienaturalny sposób zadając wiele
bólu. Konie ruszyły lekkim kłusem, a po chwili przyspieszyły do
galopu...
Świetne, skoro była cycata to przydałoby się więcej opisów samych bohaterów ogólnie super.
OdpowiedzUsuńP.s ustaw realny czas :D